Kilka dni z pracy Hostessy…

Posted on Luty 4, 2007. Filed under: bzowy, Zwierciadło | Tags: , , , , , |


(…)Nikt nie bierze też pod uwagę, że gdy stoi się przez 10 godzin to przez te ostatnie 2 godziny zaczyna się rozmawiać z regałem albo już w ogóle mówić do samej siebie.(…)

Bardzo długo myślałam na wyborem mojej organizacji. Napisałam jedną pracę na podstawie firmy, która zajmowała się produkcją zabawek ekologicznych. Wykrzesałam z siebie 3 strony poczym stwierdziłam, że moja praca jest nudna! Czytając ją sama się wyłączałam mimo, że zajmowała tylko 3 strony. Zmieniłam jednak koncepcję, gdyż apropos więzień przypomniałam sobie, że przecież sama w nim byłam!

Pracowałam cztery długie lata na promocjach. Stałam uczciwie w charakterze hostessy w hipermarketach i aptekach. Wyhodowałam sobie żylaki na nogach. W hipermarketach promocja odbywała się głównie na artykułach żywnościowych, czasami na kosmetykach. W aptekach promowałam leki dostępne bez recepty. Były to głównie zwykłe „dopalacze”, czyli preparaty na zwiększenie wydajności mózgu, poprawę pamięci i koncentracji, a nawet złagodzenie skutków menopauzy. Gdzie było moje więzienie? Moim więzieniem był styl kierowania szefa a czasami nawet zwykli pracownicy sklepu czy apteki, którzy teoretycznie nie mieli w mojej sprawie nic do powiedzenia. Jednak nie byli sobie w stanie tego odmówić.

„Pułapka faworyzowanych sposobów myślenia”

 Promocja nie polegała tylko na obniżeniu ceny postawieniu mnie przy regale z towarami bym tą wiadomość głosiła „wszech i wobec”. Często rozdawałam gratisy do danego produktu. Miało to na celu zwabienie i skuszenie klienta. Mimo, że pracowałam dla dobrze prosperujących firm takich jak „Hofdand” czy „Leption” (nazwy zmienione) to ich gratisy ograniczały się do długopisów lub reklamówek. Na początku był to dla konsumenta miły prezent, który pomagał w zdobyciu jego zaufania, a przede wszystkim na zwrócenie uwagi na markę. Nie raz wystarczył sam fakt, że używałam słowa „prezent”, a klient był, potocznie rzecz ujmując, „mój”. Przez długi okres czasu to wystarczało. Dla przedstawiciela takie rzeczy były tanie i przy tym przynosiły efekty, więc uważał, że nie trzeba nic zmieniać. Jednak w miarę upływu czasu pojawiały się problemy. Hostessy, które stały obok mnie i w dodatku promowały ten sam produkt tylko innej firmy miały znacznie lepsze gratis, które jak już wspomniałam były kartą przetargową na tym rynku. Konkurencja proponowała np. kalendarze lub kubki. Nawet gdyby mój produkt był o połowę tańszy od tego, który promowała koleżanka po fachu, to nie miałam z nimi jednak żadnych szans. Lepszy prezent zamykał w oczach klienta temat. Mój pech polegał na tym, że trafiałam na niesamowicie oszczędnych przedstawicieli, którzy za promocje uważali samo postawienie hostessy przy regale i powiedzenie jej – powodzenia.

Kolejnym ruchem konkurencji było wprowadzenie mundurków dla hostess, które dzięki temu nie tylko ładnie wyglądały, ale również profesjonalnie zachęcały do zakupu reklamowanego przez nich produktu. Oczywiście mój przedstawiciel wierzył w swoje długopisy i nie dał się przekonać. Bał się kosztów poniesionych na większą promocję. Można powiedzieć, że szedł po najmniejszej linii oporu. Zwyczajnie liczył na to, że zawsze znajdzie odbiorców swojego produktu na rynku.

W aptece pierwszy i ostatni raz próbowałam szefowi coś zasugerować. Powiedziałam mu, że do preparatu za 30 zł długopis jako prezent to troszkę zbyt mało. Po tej sugestii powalił mnie na kolana – dorzucił do każdego preparatu 20 ml kremu. Dziewczyna, która promowała obok mnie do podobnego preparatu za 20 zł dodawała drugi blister gratis. Ja natomiast miałam krem, który miał dziwny zapach i nie budził zachwytu wśród klientów. Można powiedzieć, że nawet nieufność. Tak więc mój przedstawiciel miał tylko i wyłącznie jeden sposób myślenia – mały wkład, wielki zysk (tylko ciekawe skąd?!). To wyglądało jakby zatrzymał się w czasie i nie był w stanie z tego wybrnąć. Wymyślił długopisy i reklamówki, które odniosły sukces i uważał ,że one wystarczą na wieki. Jednak wszystkie inne firmy rozwijały swój wizerunek przez coraz gorliwszą promocję, a mój szef mimo to nie wpadł na to, że i jego pomysły również muszą ewoluować. Konkurencja nie śpi i potrafi w błyskawicznym tempie ulepszyć podpatrzony sposób promocji, a nawet go ulepszyć, wykorzystać do własnych celów, by ostatecznie wyprzeć nas z rynku.

„Pułapka luzu organizacyjnego.”

 Aby dobrze promować dany produkt, trzeba sporo o nim wiedzieć. Przedstawiciele muszą przeprowadzać dokładne szkolenia, pokazać jak hostessa powinna rozmawiać z potencjalnymi odbiorcami, jak powinna przekazywać informacje o produkcie. Wszystkie błędy, które zostały popełnione podczas szkolenia wychodzą podczas pracy. Zazwyczaj takie szkolenie jest prowadzane w bardzo luźnej atmosferze. Czasami nawet w zbyt luźnej. Można spędzić na wykładzie 2h i wyjść z niego nic nie wiedząc i nadal nie posiadając odpowiednich umiejętności. Dopiero w bezpośrednim kontakcie z klientem pytania w stylu: „czy mogę to brać przy takich lekach?, ile to ma w sobie tłuszczu?, jaki to ma skład?” nabierają realnego sensu i znaczenia. Jednakże zaskakują. Oczywiste jest, ze hostessa nie będzie wiedzieć wszystkiego, ale podstawy musi mieć opanowane. To w jaki sposób hostessa odpowiada na pytania obrazuje jak była prowadzona prezentacja na szkoleniu.. Gdy prezentacja jest niedokładna, lub przedstawiana „na szybko”, w chaotyczny sposób, to nie można liczyć na jakiekolwiek efekty promocji. Jeśli hostessa jest dobrze przygotowana, to swoją wiedzą przekona klienta do zakupu. Promocja nie może polegać na ciągłym powtarzaniu o tym jak bardzo jest obniżona cena czy też jakie wspaniałe są gratisy. Takie elementy wypowiedzi hostessy powinny być jedynie wspomagające. Przede wszystkim trzeba przedstawić promowany artykuł, opowiedzieć o jego zaletach i dogodnościach jakie ze sobą niesie jego użytkowanie. Klient zapamięta jak potraktowała go hostessa i jest prawdopodobne, że z takim odczuciem później będzie odnosił się do produktu, a nawet marki. Dlatego tak ważne jest przygotowanie merytoryczne. Słabo przedstawiony produkt nie zostanie zapamiętany i kupowany co skutkuje tym ,że siłą rzeczy będzie musiał zniknąć z rynku, aby nie przynosić strat.

„Pułapka procesów grupowych.”

 Magnetyzująca charyzma niektórych szefów potrafi zwerbować do działania tłumy ludzi.

 Sposób jako takiego nakłaniania do czegokolwiek jest narzucony odgórnie. Zawiera w sobie zwroty grzecznościowe oraz informacje o produkcie. Z pozoru wydaje się dobry, w dodatku został wymyślony przez głównego kierownika reklamy firmy, przez co nikt nie odważy się go podważyć. Reszta zespołu, który poddaje się biernie pomysłom „speca” od reklamy, nie protestuje przeciw nim. Być może ze strachu przed konsekwencjami w postaci zwolnienia z pracy. Być może ludzie są już przyzwyczajeni do przyklaskiwania kierownikowi, przez co nawet już się nie starają polemizować. Cała grupa podpisuje się pod przedsięwzięciem nie zastanawiając się czy jest słuszne. Taka grupowa bezkrytyczność i bezczynność może prowadzić do bankructwa firmy, ponieważ przez złą promocję produkt się nie sprzedaje. Skutki błędnych założeń i decyzji w zakresie promocji są dostrzegalne dopiero po fakcie.

Pracownicy bardzo często stają się więc więźniami z własnej, nieprzymuszonej woli, a nawet lenistwa.

 Organizacja tymczasem musi być wyczulona na tego typu patologie. Musi brać pod uwagę otocznie oraz badać dobre, złe oraz mocne i słabe strony przedsięwzięcia. Opisana przeze mnie zbiorowa kultura marazmu odbiera szanse radzenia sobie z otoczeniem. Czasami hostessy widzą, że sposób przedstawiania produktu, który wymyślił szef nie zdaje egzaminu, ale z uwagi na surowość przedstawiciela boją się o tym powiedzieć. Cały czas wzorowo mówią narzuconą formułę, ale bez efektu. Cierpią na tym obie strony, ponieważ hostessa traci premie z uwagi na niską sprzedaż, a przedstawiciel oddaje słabe raporty. Firma ponosi straty, ponieważ jednostki, które pracują najbliżej produktu nie mają nic do powiedzenia. A to właśnie te jednostki wiedzą najlepiej, co należy zmienić, ponieważ stoją bezpośrednio przy nabywcach, którzy wyrażają swoje uwagi na temat danego artykułu. Firma musi dawać pracownikom wolną rękę. Takie zaufanie będzie ich rozwijać. Pewność, że mogą się bez żadnych obaw odezwać się spowoduje, że poczują się bezpieczni i doceniani, również bardziej włączą się w projekt. Będą bardziej zmotywowani do efektywniejszej pracy.

Wiem to z autopsji…

Wyjazd do takiego jednego nadmorskiego turystycznego kurortu. Promocja preparatu PRO-ZDROWIE (środek wspomagający wątrobę – nazwa zmieniona). Niestety nikt nie zainteresował się faktem, że w nadmorskim kurorcie jest bardzo dużo Niemców, a my nie znamy medycznego języka niemieckiego. Jak zawsze genialny przedstawiciel wpada na cudowny pomysł. Otóż wydrukuje nam ulotki po niemiecku, które będziemy rozdawać. Niestety okazało się, że Niemcy są żądni wiedzy i byle ulotki im nie wystarczą. Zadawali więc pytania, na które szef kazał się szeroko uśmiechać, co rzekomo miało załatwić sprawę. Sądzę, że przez te jego decyzje Niemcy na pewno sobie dobrze o nas nie pomyśleli, a już na pewno nie wpadło by im w naszym kontekście do głowy takie słowo jak profesjonalizm i dobre przygotowanie do pracy.

Podczas badania biurokratycznej formy organizacji powinniśmy być zatem wyczuleni na ukryte znaczenie ścisłej regulacji i nadzorowania ludzkiej działalności, dokładnego organizowania pracy oraz sporządzaniu drobiazgowych harmonogramów, a także zbyt duży nacisk na wydajność, przestrzeganie przepisów, dyscyplinę, obowiązkowość czy posłuszeństwo. Pracownik nie może się czuć niczym trybik w maszynie, będąc bez przerwy kontrolowany, gdyż może to go bardzo łatwo zniechęcać. Będzie się czuł niczym więzień, któremu cały czas ktoś patrzy na ręce. Brak zaufania do podwładnych na pewno nie procentuje, podobnie jak zbytni nacisk i autokratyczne podejście do nich.

 Ograniczenia odwiedzin toalety podczas 8 godzinnej pracy są po prostu śmieszne. Naprawdę można się poczuć jak w więzieniu, gdy przedstawiciel sprawdza, o której godzinie przyszłam do pracy, w jakich godzinach byłam na przerwie i kiedy wyszłam. To już chyba więcej swobody miałabym na spacerniaku przy ulicy Montelupich w Krakowie (lokalizacja więzienia miejskiego).

Szefostwo decyduje w jakich godzinach mam iść na przerwę, a nie zwracają uwagi, że wysyła mnie na nią o godzinie 15 w sobotę kiedy jest największy ruch, a tym samym sprzedaż. Ustala za to sobie grafik i każe mi przyjść na 8 rano, kiedy kompletnie nie ma ludzi, by potem troskliwie się pytać jak mi poszła sprzedaż. Kontrolowali mnie po kilka razy dziennie, przez co zamiast efektywnie pracować denerwowałam się przez 8 godzin i czasem sama się łapałam, że w tym stresie opowiadam do klientów jakieś dziwne rzeczy.

Nikt nie bierze też pod uwagę, że gdy stoi się przez 10 godzin to przez te ostatnie 2 godziny zaczyna się rozmawiać z regałem albo już w ogóle mówić do samej siebie.

Taka praca wykańcza nie tylko fizycznie, ale i psychicznie. Nikt nie jest w stanie być na pełnych obrotach i stać wyprostowany jak struna z szerokim uśmiechem na nogach przez cały czas. Kontrola przez monitoring również jest bardzo upokarzająca. Niestety to już nie zależy od przedstawiciela, ponieważ już się tak przyjęło, że sklep czy apteka traktuje hostessę jak potencjalnego złodzieja.

„Organizacja a patriarchalna rodzina.”

Najważniejszy członkowie naszej organizacji czyli szefowie często przyjmują ojcowskie role. Działają jako mentorzy dla tych podwładnych, którzy potrzebują pomocy czy rady. Jest to duży plus dla firmy, gdy pracownik może liczyć na zrozumienie i pomoc ze strony szefa. Taki pracownik nie boi się przyjść ze swoimi troskami. Dobry szef zawsze analizuje zachowanie swojego pracownika. Gdy ten wybucha gniewem lub często dopuszcza się zaniedbań w pracy, nie musi od razu obawiać się zwolnienia. Jego szef po wnikliwej analizie daje mu czas na dojście do siebie. Szuka przyczyny jego zachowań. Gdy pracownik nie zaprząta sobie głowy problemami jest wydajniejszy i dokładniejszy w pracach, które wykonuje. Czuje się w swojej pracy bezpieczny. Również może rozwijać swoje zdolności pod okiem fachowców. Dobra atmosfera w pracy daje pozytywne efekty. To bardzo ważne, aby mieć wsparcie w przedstawicielu. Świadomość, że gdy mam problem to dzwonie i wiem, że on mi pomoże.

„Organizacja a lęk”

Bardzo często w pracownikach przejawiają się dziecinne zachowania w trosce o ochronę swojego stanowiska. W momencie gdy grupa pracująca nad nowym projektem natrafia na trudności, rodzą się wszelkie spory i lęki. Jest kilka metod na ich rozwiązanie:

1. metoda zależności – grupa jest zdezorientowana nową sytuacją i potrzebuje przywódcy, kogoś kto odpowiednio rozdzieli pomiędzy nich zadania, tak aby można było ich pracę zespołową złożyć w całość. Bardzo często ten przywódca jest wybierany spośród grupy. Niestety czasami zostają mu przypisane zbyt wyidealizowane cechy, przez co nie może sobie poradzić.

Podczas akcji promocyjnej często panuje wielki chaos. Bierze w niej udział około 10 hostess i mają za zadanie na dużej powierzchni rozdać ulotki reklamowe i zachęcić ludzi do przyjścia do sklepu. W takich sytuacjach potrzebny jest dobry przywódca, który podzieli wszystkich na sektory, aby akcja przebiegła sprawnie i szybko. Dziewczyny muszą wiedzieć co należy do ich obowiązków.

Z kolei w naszym nadmorskim kurorcie każda z nas dostała adres sklepu, do którego miała iść i rozpocząć promocje, notabene z materiałów, których nie miała – tak wyglądało zaangażowanie naszego szefa. Trochę trudno nie spanikować w obcym mieście bez niezbędnej w takiej sytuacji mapy.

2. metoda czekania na wybawcę – po raz kolejny grupa potrzebuje przywódcy ale tym razem z zewnątrz. Takie oczekiwanie również paraliżuje prace zespołu jak poprzednio, przez co rezultat ich pracy nie jest zadowalający i nie zdaje egzaminu. W nadmorskim kurorcie musiałyśmy radzić sobie same. Zaczęłyśmy od złożenia się na mapę miasta. Na szczęście w sklepach spotkałyśmy ludzi, którzy lepiej od naszego szefa orientowali się co to jest promocja.

3. metoda walka-ucieczka – wszelkie obawy i leki zrzucane są na wroga, którym może być np. konkurencja lub nowo wydany przepis przez rząd który blokuje produkcje. Jest to średnie wyjście z sytuacji, ponieważ pomimo, ze pozwala grupie na większe zjednoczenie się z uwagi na wspólnego wroga to w dalszym ciągu zakłóca pracę.

W naszym przypadku dzielnie wytrwałyśmy do końca akcji!!!

„Organizacja, lalki i misie.”

Firma bardzo często za dobre wyniki w pracy dawała premie. Również prezenty świąteczne zapewniały lepszą atmosferę. Premie i wyższe stawki na godziny były idealną motywacją do pracy. Np. gdy szef podczas kontroli powiedział o podwyżce, to automatycznie poprawiało to jakość pracy. Bardzo często dochodziło do sytuacji, że gdy stawka za godzinę wynosiła 4,50zł to nikt się jakoś szczególnie nie starał o wyniki. Natomiast, gdy można było mieć 10 zł na godzinę to zawsze zależało nam na jak najlepszym efekcie, aby przedstawiciel nas zapamiętał i oddał nam następne zlecenie.

„Organizacja, cień i archetyp.”

 Najtrudniejsza sytuacja jest wtedy, gdy szef firmy cały czas postępuje według ustalonego grafiku. Wszystko cały czas robi tak samo. Nie pozwala przez to firmie rozwijać się.

Najlepszy przykład dotyczy gratisów. Producent cały czas dawał to samo, ponieważ tak było dla niego taniej. Czasami już dochodziło do sytuacji, że przychodzący klienci znali na pamięć moją regułkę i wiedzieli, jakie są gratisy, czyli promocja przerodziła się w codzienność. Stała się nudna i nikt już nie chciał o niej słuchać. W ten sposób producent popadł w psychiczne więzienie. Nie potrafił się z tego wyrwać i jednocześnie powoli i stopniowo prowadził firmę do bankructwa. Nigdy nawet specjalnie się nie zastanawiał nad innym podejściem do sprawy. Wiedział, że kampanie reklamową można poprowadzić w innym kierunku, ale przestarzałe metody były dla niego wygodniejsze i tańsze.

Tak samo było z jego podejściem do hostess. Wszystkie bez wyjątku oceniał po wyglądzie.

Gdy na pierwszy rzut oka dziewczyna mu się nie spodobała, to nawet z nią nie rozmawiał. Tak było z wieloma moimi koleżankami, które odrzucił z błahych powodów, a dziewczyny miały rewelacyjną sprzedaż, ponieważ były bardzo komunikatywne. Jego założeniem było, że hostessa musi przyciągać wyglądem i nie chciał słyszeć o żadnym innym rozwiązaniu.

Metafora psychicznego więzienia daje nam wskazówki. Pokazuje jak postępować aby być dobrym, myślącym perspektywicznie szefem. Pokazuje jak ważne są nowe technologie oraz to, że nie wolno się ich bać. Nowoczesny szef nie może się zamykać w starych stereotypach. To że jego pomysł raz odniósł sukces nie gwarantuje mu wiecznego utrzymania się na rynku. W każdym aspekcie trzeba liczyć się z konkurencją. Trzeba być obiektywnym obserwatorem otoczenia i siebie. Krytyczny przedstawiciel, czy szef zawsze będzie patrzył na pomysł z wielu punktów odniesienia. Rozważy wszystkie „za i przeciw”, by poprowadzić firmę do sukcesu, nie zapominając o ludzkim aspekcie pracy.

(agn.)

Na podstawie książki Garetha Morgana „Obrazy organizacji”.

Metaforyczny charakter mojej organizacji czyli wady i zalety na podstawie Metafory 7 – Badanie jaskini Platona. Organizacje jako psychiczne więzienia.

Make a Comment

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Odpowiedzi: 4 to “Kilka dni z pracy Hostessy…”

RSS Feed for Pawel Bzowy – Human Resources and Knowledge Management Best Practise Share Point Comments RSS Feed

sad but true…

“Istnieją pewne granice przeżyć ludzkich i bezkarnie nie można ich przekraczać; jeśli się to stanie, gdy wyjdzie się “poza”, wówczas już nie ma powrotu do dawnego. Zmienia się coś w zasadniczej strukturze; człowiek już nie jest ten sam, co kiedyś.”

tez mialam watpliwa przyjemnosc pracowac u powyzej opisanego szefa…autorka, ktora znam idealnie opisala metody dzialania szefa. niech zyje ironia.

Kurczę ciężka ta praca. Nie podejrzewałem, że mogą być takie problemy w tym zawodzie. No, ale cóż, na takiego szefa można wszędzie trafić ;/


Where's The Comment Form?

Liked it here?
Why not try sites on the blogroll...

%d bloggers like this: